Bangkok przywitał nas temperaturą jakże inną od tej jaką mieliśmy w Polsce. Taki szok łatwo było na nas zauważyć (zwłaszcza na ubraniach;)). Dostaliśmy się taksą do naszego hotelu w okolicach Khao San Road i jak się okazało to było bardzo przyjemne, ciche miejsce gdzie można było odsapnąć przy basenie od miejskiego życia (Villa Cha Cha - polecam). Dla mnie jednak największym szokiem było jedzenie. Oczywiście od razu chciałem wszystkiego spróbować ale już po 2 daniach okazało się to mało wykonalne. Najlepsze oczywiście smakołyki były wieczorem, zaczynając od świerszczy i innych robaków przez różnego rodzaju noodle, grillowane mięsa po fantastyczne owoce morza. Jednak z dań z Bangkoku i w ogóle z całej Tajlandii moje fejworits to standardy - najprostsze danie jak Pad Thai i zupa Tom Yum. Przeszliśmy się też po Chinatown (spodziewałem się czegoś większego ale i tak te kolory, zapachy jedzenia robiły wrażenie).
Kolejny dzień - dzień zwiedzania i jeżdżenia Tuk Tukami od jednego buddy do drugiego - jeden siedzi, drugi leży, itd:). Zmęczeni tym całym chodzeniem i upałem w końcu wróciliśmy do hotelu i ulubione okolice Khao San. Było akurat Halloween. Khao San tego dnia tętniła życiem wyjątkowo. Przez stosunkowo niedługą ulicę szło się grubo ponad godzinę przeciskając miedzy kolorowymi przebierańcami. Na szczęście zawsze blisko było zimne piwo Chang :)
Bangkok to duże i głośne miasto, jakże inne od europejskich miast. Warte zobaczenia, poczucia tego klimatu, zaciągnięcia się gęstym smogiem, potargowania się z miejscowymi, pojeżdżenia Tuk Tukami. Jednak dla mnie 2 dni wystarczyły - na dłużej to miasto jest dość męczące. Idealny na początek wakacji lub krótki przystanek w drodze do kolejnych miejsc. Mam nadzieję, że wrócę tam jeszcze nie raz (chociażby na Tom Yum z krewetkami :)).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajlandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajlandia. Pokaż wszystkie posty
środa, 25 listopada 2009
piątek, 20 listopada 2009
koh chang
Widzę ze żaden z moich postów wysłanych przez telefon się nie pojawił z ostatnich kilku dni:/ no to krótkie streszczenie:) Po Luang Prabang dostaliśmy się samolotem i nocnym autobusem na wyspę Don Det w krainie 4 tysięcy wysp na Mekongu. Tam generalnie nic się nie działo, spokój - prąd tylko przez chwile w ciągu dnia. Wypożyczylismy rowerki i objeździlismy Don Det i sąsiednią wyspę. Woda w Mekongu jest niesamowicie ciepła i orzeźwiająca po upałach w tamtych rejonach. Poznaliśmy ostatniego dnia jedyna osobę z Polski w Laosie i jak się okazało dziewczyna rekrutowała naszego znajomego Marcina Z. do pracy w Dublinie :) Następnie pojechaliśmy do Phnom Pehn - stolicy Kambodży (12 długich godzin:/). Miasto strasznie głośne, pełno żebrajacych dzieci albo sprzedających jakieś pierdoły (za to jedzenie bardzo dobre - zwłaszcza Amok). Następny przystanek - Siem Reap i dwudniowe zwiedzanie Angkoru (trochę się nałazilismy, upały były niesamowite - chyba nigdy w życiu się tak nie wypociłem :)) Z Siem Reap pojechaliśmy z powrotem do Tajlandii wylegiwać się na plażach. Siedzimy tam już kilka dni (najpierw backpakerska Lonelly Beach, poźniej bardzo spokojna i odludna Long Beach a dzisiaj przyjechaliśmy na White Sand Beach poleżec ostatnie 2 dni z emerytami na plaży na leżaczkach z zimnym piwkiem:) W niedzielę niestety powrót:/ Samolot mamy po 23 wiec będziemy musieli stad wyruszyć ok południa. No trudno, czas na powrót. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu:)
niedziela, 1 listopada 2009
sobota, 31 października 2009
one day in Bangkok
Uff, męczący jest ten Bangkok ale z drugiej strony taki jego urok. Siedzimy właśnie z nogami w basenie popijając piwko po całym dniu zwiedzania. Jedzenie wyśmienite. Moim głównym problemem jest to ze cały czas jestem najedzony ;)
PS świerszcze i białe robaki są całkiem smaczne. Nie próbujcie karaluchów:)
piątek, 30 października 2009
bangkok!
W końcu Bangkok! Lot trochę długi ale bez żadnych komplikacji. Jesteśmy teraz w hotelu do którego jechaliśmy chyba z godzinę taksa (500THB). Hotel bardzo fajny i cichy mimo lokalizacji w samym centrum. Za chwile ruszamy na jedzonko (wózków z jedzeniem jest wszędzie pełno:) i rajd po okolicy.
piątek, 23 października 2009
trasa
6 dni do dnia 'Zero'. Trzeba w końcu zacząć myśleć o pakowaniu. Zawsze najfajniejsze są momenty typu "i tego też nie wziąłem?" :) Może uda się ich tym razem uniknąć. Rok temu mój plecak ważył 14kg. Tym razem chcę zejść poniżej 10kg. Podstawa to kąpielówki, japonki i okulary przeciwsłoneczne. Reszta jest na miejscu - jednorazowe chińskie ubrania - po co wieść drzewo do lasu.
Co do planowania to trasę i miejsca, które chcemy odwiedzić już mniej więcej znamy (na mapce ostatnia wersja - swoją drogą ciekawe jak będzie się różniła ostateczna wersja).
Pokaż SE Asia na większej mapie
Dzień 0) Warszawa -> Amsterdam -> Bangkok
Dzień 1-2) Bangkok (THA)
Dzień 3) Bangkok -> Vientiane (LAO) - nocny pociąg
Dzień 4-6) Vang Vieng (LAO)
Dzień 7-9) Luang Prabang (LAO) i okolice
Dzień 10) Pakse (LAO) - samolot z Luang Prabang
Dzień 11-13) Four Thousand Islands (Don Det; Don Khong)(LAO)
Dzień 14) Pakse -> Siem Reap (CAM) - samolot
Dzień 15-16) Siem Reap
Dzień 17-18) Phnom Phen (CAM)
Dzień 19) Sihanoukville (CAM)
Dzień 20-23) Wyspy (m.in. Ko Chang) (THA)
Dzień 24) Bangkok
Dzień 25) Bangkok -> Amsterdam -> Warszawa
Co do planowania to trasę i miejsca, które chcemy odwiedzić już mniej więcej znamy (na mapce ostatnia wersja - swoją drogą ciekawe jak będzie się różniła ostateczna wersja).
Pokaż SE Asia na większej mapie
Dzień 0) Warszawa -> Amsterdam -> Bangkok
Dzień 1-2) Bangkok (THA)
Dzień 3) Bangkok -> Vientiane (LAO) - nocny pociąg
Dzień 4-6) Vang Vieng (LAO)
Dzień 7-9) Luang Prabang (LAO) i okolice
Dzień 10) Pakse (LAO) - samolot z Luang Prabang
Dzień 11-13) Four Thousand Islands (Don Det; Don Khong)(LAO)
Dzień 14) Pakse -> Siem Reap (CAM) - samolot
Dzień 15-16) Siem Reap
Dzień 17-18) Phnom Phen (CAM)
Dzień 19) Sihanoukville (CAM)
Dzień 20-23) Wyspy (m.in. Ko Chang) (THA)
Dzień 24) Bangkok
Dzień 25) Bangkok -> Amsterdam -> Warszawa
poniedziałek, 19 października 2009
za 10 dni Krung Thep aka City Of Angels aka Venice of East jednym słowem 'Bangkok'
Tradycyjna nazwa Bangkoku to ‘Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Yuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit’. Jest umieszczona w Księdze rekordów Guinessa jako najdłuższa na świecie nazwa miejsca.
Bangkok w liczbach:
Ludność: 6.9 miliona (miasto); 11.5 miliona (aglomeracja)
Jest 22 miastem co do liczby ludności na świecie.
Położenie 13°45'N 100°31'E
Wysokość 20 m n.p.m.
Średnia temperatura zimą: 26°C / 79°F
Średnia temperatura latem: 29°C / 84°F
Świątynie w Tajlandii: ok 26,000
Liczba mnichów w Tajlandii: 200,000
Elektryczność: 220 volt, 50 Hz; standardowa dwu-pinowa wtyczka
Strefa czasowa: GMT +7
Nr kierunkowy kraju: 66
Kod regionu: 02
Bangkok tonie w alarmującym tempie 5cm na rok
Tajlandia była znana jako Siam do 1939.
Bangkok w liczbach:
Ludność: 6.9 miliona (miasto); 11.5 miliona (aglomeracja)
Jest 22 miastem co do liczby ludności na świecie.
Położenie 13°45'N 100°31'E
Wysokość 20 m n.p.m.
Średnia temperatura zimą: 26°C / 79°F
Średnia temperatura latem: 29°C / 84°F
Świątynie w Tajlandii: ok 26,000
Liczba mnichów w Tajlandii: 200,000
Elektryczność: 220 volt, 50 Hz; standardowa dwu-pinowa wtyczka
Strefa czasowa: GMT +7
Nr kierunkowy kraju: 66
Kod regionu: 02
Bangkok tonie w alarmującym tempie 5cm na rok
Tajlandia była znana jako Siam do 1939.
Subskrybuj:
Posty (Atom)